Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fonos/Abel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fonos/Abel. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 marca 2015

Gonna need a spark to ignite

Do tego... domostwa włamał się jeszcze w nocy, chcąc odpuścić sobie babskie pogaduszki z Fobosem, które nudziły go coraz bardziej, a dotąd sądził, iż gorsze być nie mogą. "Co cię łączy z Chrisem? No? A z Lily? Jeśli coś jej zrobisz!!!", czy cokolwiek z tego było jego sprawą? Raczej nie. Na luksusowej kanapie zasnął trzymając w ręku świeże piwo, który w małej ilości wylało się i poplamiło dywan, kosztujący tyle, ile zarabiał w ciągu roku. Chrapał przy tym cicho, co jakiś czas przewracając się na drugi bok, by jeszcze bardziej ubrudzić sofę swoimi starymi butami pokrytymi błotem i wszystkim, co akurat znajdowało się na ulicy. Nie sądził, by osoba zamieszkująca ten dom była zadowolona z powodu jego obecności, ale cóż go to w tej chwili obchodziło.
No super. Nie ma to jak brak internetu, Aśka znowu zalegała z płatnościami, a co za tym szło nie mogła jak zwykle porobić zakupów przy pomocy swojego laptopa, a to zmusiło ją do wyboru - albo pójdzie zapłacić i będzie głodować, bo zapewne tak szybko blokady jej nie zdejmą albo pójdzie do spożywczaka, kupi żarcie, a rachunek zapłaci kiedy indziej. A jako iż była cholernie głodna, no i też papierosów jej brakowało wybrała tą drugą opcje. O dziwo gładko poszło jej stanie w kolejkach i przedzieranie się przez tłumy ludzi na ulicach, ale i tak nie miała na tyle odwagi by też w ten sam dzień udać się do banku i mieć z głowy ten cholerny internet. Udała się więc w stronę domu i długo nie trzeba było, by już użerała się z kluczami, których było mnóstwo i większości nie wiedziała skąd właściwie tyle ich ma i jaki co otwiera. Po dłuższej chwili udało jej się trafić i otworzyła drzwi. Weszła do środka, zdjęła płaszcz oraz buty po czym udała się w stronę salonu.
Puff! Reklamówka wylądowała na ziemi, a jej zawartość poturlała się w stronę kanapy na której rozłożył się pan włamywacz. No tak, serce mało nie stanęło jej na widok Abla. Dłoń instynktownie powędrowała w stronę ust i zakryła je uniemożliwiając krzyk. - Mogłeś.. uprzedzić. - Wydusiła z siebie nawet nie zauważywszy cóż ten chłopak wyczynił z jej kanapą i dywanem. Niech ma chwilę spokoju, później się będzie wściekać.
Śpiący ewidentnie już nie spał, będąc pod wpływem alkoholu i wszelkich innych substancji, z których korzystał wczorajszej nocy, stawał się bardzo wrażliwy na wszelkie dźwięki. Gdyby nie on połowa internatu zaspałaby, zupełnie ignorując swoje budziki, które on słyszał nawet, gdy umieszczono je parę pokoi dalej. Dopiero po chwili dotarło doń, że stoi nad nim Asiunia, a doskonale wiedział, że nie ujdzie mu na sucho to, co zrobił z jej salonem, toteż zerwał się nagle, przy okazji rozlewając resztki piwa, a także zataczając się, by wpaść na siostrzyczkę i podzielić się z nią pięknym, ulicznym zapachem. Zaraz odbił się od niej, bo raczej nie było to szczytem jej skrytych marzeń i uśmiechnął szeroko, unosząc triumfalnie butelkę. - Za Aśkę - wymamrotał niewyraźnie, na koniec szczerząc się jeszcze bardziej. Oszczędź, siostruniu, oszczędź.
Zaraz przeszło jej zaskoczenie i jednocześnie strach, iż ktoś zdołał włamać się do jej mieszkania. Bowiem nie przypominała sobie, by ten idiota posiadał parę zapasowych kluczy. - Jesteś pijany! - Tutaj już nie hamowała krzyku i zapewne odepchnęłaby go dość boleśnie, gdyby sam nie zdążył się odsunąć. - Kretynie. - Burknęła odbierając mu piwo kiedy tylko uniósł je wznosząc "toast". Choć Asia nie znała jeszcze tego słowa, w końcu kisiła się większość czasu w pokoju, a na żadną imprezę jeszcze nie zawitała. W sumie to dobrze, bo pewnie pod wpływem alkoholu przeleciałoby ją pół warszawy.
- Łżesz! - wrzasnął prosto do jej ucha, nie miał pojęcia co robi, ale nadal był z siebie zadowolony. Zazwyczaj nie odważyłby się nawet do niej zbliżyć, ryzykując oberwaniem jakimś ostrym narzędziem. - Jesteś wyjątkowo słodka - stwierdził, nagle zmieniając temat. - A te twoje koszulki to naprawdę świetne, jestem w... - urwał, nie wiedząc jak dokończyć to słowo. - Zachwycony! - mruknął już nieco trzeźwiej, co zawdzięczał wrodzonej zdolności do regeneracji, która szczęśliwie i taki stan naprawiała. Westchnął głęboko, pochylając się, by pochwycić osamotnione jabłko i wgryźć się nie. Skrzywił się, czując gorzki smak, jaki powstał z połączenia owocu. Wtem skierował swe kroki w stronę największego okna, by wyjrzeć na zewnątrz, albowiem nie miał bladego pojęcia, jaka jest aktualnie pora dnia. Wychylił się nieco bardziej, a później jeszcze bardziej, aż wreszcie odwrócił do dziewczyny, chcąc oznajmić jej, co też nowego odkrył w tym szerokim świecie, lecz postanowił bujnąć się na piętach, a pech chciał, by okno to było otwarte. Wyleciał. I uderzył w twardy chodniczek ułożony z kamieni. Bólu początkowo nie odczuwał, ale zaraz się to zmieniło. Upadek sprawił, iż odzyskał świadomość, toteż podniósł się, rozejrzał... i wrzasnął, gdy plecy zapłonęły.

środa, 25 marca 2015

Cier­pli­wość: naj­nudniej­sza for­ma rozpaczy

 Ciszę przerywały jedynie przerażające śmiechy ludzi, którzy tej nocy pozyskali ciekawe ilości narkotyków i ewentualne szuranie butów, tylko to zdołał dosłyszeć zmysł słuchu Abla, który właśnie przekroczył bramę szkoły, a następnie wspiął się po bluszczu prowadzącym na najwyższe piętro, wprost do zamieszkiwanego przezeń pokoju. Tam także panowała ciemność, nie licząc skrytego pod pościelą chłopaka. Łudził się, że należący doń telefon, zapewne ustawiony na największą jasność, nie jest widoczny i żaden z patrolujących nauczycieli go nie dostrzeże. Fonosa niezmiernie cieszyły te kiepskie bunty współlokatora, ale tamten nie słuchał jego rad. Zapewne chciał by go złapano na gorącym uczynku, albo rzeczywiście był taki głupi. Demon skierował się do łóżka, po drodze zrzucając z siebie wszelkie ubrania poza bokserkami. Fobos nie zasługiwał na ten widok, fu. Rzucił się na twarde łoże, wydmuchując przy tym powietrze. To był dzień męczący, tylu klientów nie przyszło do baru od dawna, musiał zużyć na nich wiele energii i mocy, chociaż gotowanie wychodziło mu coraz lepiej. Nagle Pan Strach, jak to go czasem żartobliwie nazywał, wygrzebał się spod paru warstw koców i wychylił swoją ciekawską głowę, rozglądając się z oczyma niczym sowa. Niezbyt inteligentna sowa.
- Apluu? - zapytał piskliwie, zdrabniając imię chłopaka w najgorszy sposób, jaki tylko był możliwy. - Przyniosłeś coś do żarcia?
 Liebelt zaklął w myślach, znów zapomniał. Bywało, iż przemycał z baru jakieś pożywienie, ale ostatnio okazywał się nazbyt roztrzepany, by ukraść chociażby gumę.
- Był straszny ruch - wychrypiał, przerywając niezręczną ciszę. - Wszystko pożarte.
- To seksowne, gdy posługujesz się takimi słowami - wymamrotał zaspany Fobos, wstając ociężale i włączając lampkę na pobliskim stoliku nocnym. - Co u Chrisa?
 Abel zawsze odczuwał takie dziwne uczucie, gdy ktoś zdrabniał jego imię, ale przecież nie był dla wilkołaka nikim bliskim, nie mógł wymagać od nikogo, by w jego obecności zwracał się do Fenrira inaczej.
- Nic - odparł sucho, zmrużywszy oczy, które nie przywykły do światła.
- Mógłbyś czasem coś opowiedzieć, wiesz? Stałbyś się ciekawszą osobą, jestem pewien, że wtedy każdy zaakceptowałby twoje dziwactwa.
 Brązowowłosy burknął coś, wskakując pod pościel. Nie zamierzał z nim na ten temat dyskutować, nic nie rozumiał. Jak zwykle.
- Dobrych koszmarów, Panie Strach.
- Boże, jaki ty jesteś koszmarny.
~
 Nigdy nie mieszał się w ich rozmowy, w dyskusje Lily i Chrisa. Tamtego dnia jednakże został na to skazany, Lawrence zachorowała, czy coś. Zazwyczaj zamykał się w kuchni, ale - jakby miał zbyt małego pecha - klucze do niej posiadała Amaterasu, pewnie tworzyła tam jakieś zaklęcia, warzyła eliksiry i tańczyła wokół ognia. Jął nalewać wrzątek do filiżanki z torebką czarnej herbaty, po czym dosypał trzy łyżeczki cukru. Nie robił tego dla siebie, w życiu nie wypiłby takiej ilości słodkiego napoju, do którego za moment musiał dodać jeszcze mleko, wolał nie słodzić sobie życia nadto. Parokrotnie pogrzebał w napoju łyżeczką, usiłując to wszystko wymieszać, po czym podał to wilkołakowi, który zasiadł na ladzie. Mieli jeszcze pięć minut do otwarcia, nic ich nie goniło.
- Dzięki - rzekł Christopher, od razu zabierając się za picie. Unikał oczu Fonosa, celowo wbijając wzrok w czubki butów.
- Nie ma sprawy - mruknął w odpowiedzi Abel, chwytając w ręce szmatkę i czyszcząc nieskazitelną szklankę, która wcale tego nie potrzebowała. Przygryzał przy tym wargę, walcząc z nieodpartą chęcią powiedzenia czegoś, która bez większych problemów wygrała. - Przepraszam. - Wykrztusił to wreszcie, gwałtownie odkładając naczynie i odwracając się do chłopaka. - Powinienem być wtedy z tobą, a... uciekłem.
 Heros obdarzył go współczującym uśmiechem. Odstawił bawarkę, zeskakując na podłogę, po czym zbliżył się do demona, obejmując go w pasie.
- Głupi jesteś, wiesz? - wymamrotał w jego pierś. - Przecież potrafię o siebie zadbać, wiesz o tym doskonale.
- Racja - zarechotał Fonos, niewyobrażalnie spięty, nie przywykł do takiej bliskości, toć nienawidził, gdy ktokolwiek dotykał go tak... nagle.
 Krzyś najwyraźniej o tym wiedział, bo doznawszy nagłego olśnienia odsunął się, mamrocząc słowa przeprosin. I wtedy rozległ się dzwonek do drzwi, a dzień rozpoczął się na dobre.